piątek, 7 listopada 2014

Bo za drzwiami zawsze jest " coś"


Nie wiem co ze mną jest nie tak ;o), ale gdzie nie zajadę w wakacyjne zakątki, pstrykam zdjęcia starych drzwi. Zaczęło się to 4-5 lat temu, kiedy strasznie potrzebowałam kilku dni urlopu- a perspektywa na jakiekolwiek wolne była... hmmm....mizerna. Cóż można zrobić jak nie przeszperać wszechwiedzącego internetu w poszukiwaniu ... lata. Wydrukowałam sobie z netu pierwszy obrazek, który skojarzył mi się z wakacjami - stare zielone drzwi, przywieszone do ściany z piaskowca jakieś 1m nad ziemią. Tylko po co ludzie maj drzwi tak ....wysoko.... hmmmm i jak wejść do tego domu.... Za każdym razem jak na nie spojrzałam inna myśl krążyła mi po głowie.


Taki mój kącik "przyciągania" dobrych myśli w ówczesnej pracy. Tak, wiem, jest tam sporo innych "przyciągaczy marzeń",jak by to powiedzieć..... ma się marzenia, to i tablica pełna :o)))) Kilka z nich czeka na spełnienie, aby miejsce na nowe zwolnić .... Zastanawiałam się , co można za nimi znaleźć i gdzie mogły wcześniej być.... tak mijały mi tygodnie  i miesiące do wakacji wymarzonych. Myślałam wtedy, że fajnie byłoby je odszukać i sprawdzić co tam kurcze może być.

Długo nie musiałam czekać ... rok później odnalazłam drzwi z mojego zdjęcia - w Sibeniku (CRO), gdy kluczyłam krętymi, wąskimi uliczkami. Moje zaskoczenie i mina jak je zobaczyłam.... bezcenne


 i tak się zaczęło...

Z ostatniego wyjazdu przywiozłam soczyste, barwne, elektryzujące i urokliwe... głównie niebieskie cudeńka.


Zawsze ciekawi mnie co może za być za drzwiami, skoro same drzwi są takie przyciągające.... :o)

Pozdrawiam 

1 komentarz:

  1. Razem z Tobą się zachwycam :)) - piękne. Musisz mieć coś z drzwiami wspólnego :D, skoro znalazłaś je w realu :)). Świetny tekst!
    Pozdrawiam cieplutko!
    Marta :)

    OdpowiedzUsuń