niedziela, 24 lutego 2013

Podaruj mi trochę słońca....

A mówili, że od połowy lutego pogoda będzie ładna i ciepło do nas zawita. Jak widać pojęcie "ciepła" różnie można rozumieć, owszem +3 stopnie w połowie lutego to niewątpliwie ciepło,ale mi się marzy słońce rano i kawa na balkonie zanim wyjdę do pracy. A u nas ciągle pada, raz śnieg po kolana, dwa dni później mżawka i po śniegu nie ma śladu. Gdyby nie babka teściowej i jej niezastąpione bułki z jagodami + kawa lub mleko, weekend upłynął by nam pod znakiem ogólnego "koczowania" pod kocami. Kotom oczywiście to nie przeszkadza, bo one tylko czekają na swojego ludzia co by się do niego przykleić, ale ileż można leżeć. 

W taką pogodę jedyne co mi przychodzi do głowy, to porządki. Najpierw w komputerze- segregowanie folderów ze zdjęciami i porządki ogólne ( ileż to ja znalazłam, aż się dziwię co w tym komputerze się pochowało ) a potem przyszedł czas na dom. Na małej przestrzeni ważne jest aby zbyt wiele rzeczy nie zgromadzić, a jak już się zgromadzi, dobrze od czasu do czasu przewietrzyć mieszkanie i pozbyć się klamotów. Idąc tym tropem podziękowałam półce na wino, gdzie wino nigdy nie stało, starym sprzętom kuchennym, bo skoro mam nowe i tamtych nie używam od lat to nie ma sensu ich trzymać. Poukładałam tu i tam to co zostało uznane za przydatne i odkryłam kilka uroczych bibelotów wciśniętych w kąt, a które pięknie prezentują się na zdjęciach. I tak upłynęła mi niedziela, bez słońca, ale z poczuciem pożytecznie wykorzystanego czasu. 

Boromir jak zawsze obecny i pomocny, chodził za mną krok w krok i uważnie przyglądał się co robię :o)


Zamiast słońca zagościły u mnie  tulipany :o) słoneczne i wesołe, które sprawiają, że uśmiech gości na twarzy.


Pozdrawiam " prawie" wiosennie :o)


wtorek, 19 lutego 2013

Zima, zima, zima....pada, pada śnieg

Chyba wróciła na dobre, od rana sypie i wszędzie coraz bardziej biało :o)) Chciałoby się usiąść przy kominku z kapciami i książką ( no ewentualnie lapkiem ), koty obok, herbatka i ciacho. Hmmm... ale nie ma tak dobrze, albo inaczej..... tak dobrze maja tylko szczęśliwcy, bo ja nie mam niestety kominka i zanim wrócę do domu to jeszcze sporo czasu upłynie. Aby dzisiejszy dzień  nie wpisać na listę tych przygnębiających "blue day-ów " pomarzę sobie o czymś w tematyce zimowej i co mi się podoba  w jednym. Buty !!! 

Od kilku lat bardzo podobają mi się buty firmy " Irregulat Choice ", mają fantazyjne kształty i kolory, wiele wzorów i rodzajów materiałów, i fantastyczne dodatki... jednym słowem magia. 

Te poniżej są obiektem moich westchnień i snów:






Żeby butom nie było smutno dołączam do "pary" kilka sielskich i anielskich tworów, które co prawda wyszły spod mojej igły kilka miesięcy temu, ale nie doczekały się jeszcze publikacji na blogu.









A z bardziej przyziemnych spraw, to zaskoczyła mnie wczorajsza paczka. Zupełnie o niej zapomniałam a po powrocie do domu czekała na mnie  kolejna partia materiałów. Wszystkie w zimowych kolorach ( biele, błękity, szarości i popiele, paski, krateczki, kwiatki) i mam już komplet materiałów do weekendowego szycia.

....


A za oknem nadal prószy, byle do wiosny

Pozdrawiam

niedziela, 17 lutego 2013

17 lutego Światowym Dniem Kota

Dziś święto kotów, nie tylko tych które są obok nas codziennie ale też wszystkich bezdomniaków i kotów wolno żyjących, które przemykają przez zakamarki naszych osiedli. Wiem, że wszystkim nie da się pomóc ale staram się w miarę możliwości dorzucić coś do garnuszka pomocników futrzaków. Zachęcam również wszystkich znajomych, wrzucam info gdzie się da i obkocam kogo się da. Udało się już trzem kotom zagnieździć w mojej rodzinie, kolejne dwa pojechały do fundacji szukać swoich dużych, a jeden został u nas :o)))) 

W tym momencie przypomina mi się czas oswajania czwórki bezdomniaków, złapanych przeze mnie na osiedlu. Zarobaczone, zasmarkanie, z kocim katarem, wychudzone... Ciężkie to były czasy dla domowników i dla naszych dwóch futer, ale z perspektywy czasu to jednak miłe wspomnienia gdy maluch były z nami (Zora, Bolek, Sala, Arli , tak na prędce nadaliśmy im imiona). Pamiętam , że stan dwóch z nich był taki, że nie dawaliśmy im większych szans. Wszystkie udało się odchuchać, a te najbardziej zabiedzone dziś są okazami zdrowia. Oczywiście najgorsze było to, że wszystkie cztery były totalnymi dziczkami, i ciężko było je leczyć i oswajać zarazem, ale jakoś powoli się udało.

Tak wyglądały po miesiącu u nas i jako takim oswojeniu, wcześniejsze zdjęcia to raczej obraz nędzy i rozpaczy.

P.S. (ten najbardziej zaropiały i zasmarkany to nasz obecny Bolesław :o))))




A teraz czas na przyjemniejsze tematy. Dni stają się coraz dłuższe, dotarły już do mnie nowe materiały, w kolejnym tygodniu dotrze (mam nadzieję) ostatnia paczka, więc będę mogła wziąć się do pracy. W zamyśle jest kocyk, pościel i może jakieś poszewki na jaśki, bo tego nigdy dość. Ostatnio zainteresowały mnie kocyki patchworki, patrzę, oglądam na blogach i zastanawiam się ile czasu mi to zajmie.




Prześliczne są :o) napatrzeć się na nią nie mogę i doczekać chwili, gdy coś wreszcie spod maszyny z tych cudeniek wyjdzie. Mam nawet dwa konkretne pomysły, ale o tym w kolejnym poście.

Pozdrawiam i dziękuje, ze czasami zaglądacie.

Nie ma jak kot

a to moi wierni pomocnicy

Fiona zwana Niusią
to nasza mała księżniczka, fochasta i humorzasta, i tak od 7 lat :o) ale jest to nasz domowy plasterek, przechadza się,  wypatruje ludzia i po chwili już jest przylepiona do niego na kilka godzin. Jak komuś zimno to niezły termofor z tego futrzaka, tylko czasami kości boją :o))))),  bo przesunąć jej z kolan nie wypada, takie robi avanti ....


Fika zwana Kinią
kicia wyzwolona, gdyby mogła wracałaby do domu na miskę i spanie, a resztę życia na dworze. Ale tak dobrze nie ma, bo z 1 piętra szybować jeszcze nie umie no i z powrotem byłby problem :o))). Codziennie zalicza  4 1-no godzinne wycieczki  a potem proszę->  obrazek poniżej, i koniecznie przy grzejniku.


i młodziak Bolesław zwany Bolkiem/ Misiem Rysiem
kotek z tzw. "łapanki", kiedyś był dzieciakiem dziko żyjącej w okolicach osiedla kotki (jednym z czterech). Wyłapałam towarzystwo, oswoiłam, rodzeństwo poszło do nowych domów a ten boi-dudek miał zostać na oswojenie i tak już 1,5 roku oswaja ... nas :o))). Łobuz i zaczepa 100%, ale gdyby nie on obie kotki ważyły by chyba po 10kg, a tak przegania towarzystwo :o)))


 Najbardziej pomocny jest oczywiście najmłodszy,  wszędzie go pełno i żadna praca bez niego nie jest w pełni wykonana. O proszę jak to wygląda...



a jak już się zmęczy to ma mamy, tak na oko, z metr konkretnego tłuściutkiego kota


Ja i moi pomocnicy dziękujemy za odwiedziny i uwagę

Ania i ferajna :o)

sobota, 16 lutego 2013

Wyczekany weekend i groszkobranie

Dzień za dniem szybko mija i życie toczy się od weekendu do weekendu, a gdy ten nadchodzi nie wiem za co zabrać się na początku.  Za oknem śnieg jeszcze się zachował i termometr pokazuje mniej niż zero wieczorami. Koty sennie wylegują się po kocykami, na kołderce ( oczywiście na łóżku panci ) lub zalegają na kolanach ( takim to dobrze ) i atmosfera senna ogarnęła wszystkich w ten weekend. Od tygodnia też choróbsko zawitało pod nasz dach i wszyscy zasmarkani, zakichani, kaszlący i bez sił. Jak ja nie cierpię chlapy i przeziębień, brrr.......

Marzą mi się ciepłe wakacje i plaża i słońce, żeby móc się wreszcie wygrzać... hmm, chyba już czas zacząć planować wakacje :o))))
 
Na poprawę humoru wstawiam coś bardziej promiennego ( z dawniejszych zasobów ale wzór jak najbardziej na czasie ;o):




Oraz kilka fotek tego co ostatnio pochłania mnie bardziej, jak to nazywam szycie wielkogabarytowe. Kilka fotek zestawu materiałów na pościel i to co z nich udało się stworzyć ( nowy właścicielka była z nich zadowolona :o))) i to mnie cieszy najbardziej). Poście oczywiście w ulubione  groszki, kropki i paseczki, a żeby nie było mdło odrobina pomarańczy, hmmm i od razu jakoś tak wiosenniej mi się zrobiło.






Dobrze, dobrze już kończę i nie przynudzam, nie spodziewałam, że post wyjdzie taki długi :o) pozdrawiam i byle do wiosny. 

Ania & Kocie Co

czwartek, 14 lutego 2013

Broszki w groszki

Internet pełen jest okazji, rzeczy cudownych i niepowtarzalnych i chyba jesteśmy szczęściarzami, że żyjemy w czasach gdy większość tego co nam się wymyśli czy wyśni jest na wyciągnięcie ręki. Ale bywa też tak ( ja chyba mam nagminnie ), że w głowie mam jakiś pomysł lub koncepcję, a za diabły znaleźć tego nie mogę, albo cena jest mówiąc skrótem ciut za wysoka. Tak też było z moją pierwszą broszką, którą wypatrzyłam na allegro, a która oprócz tego, że była śliczna miała też kilka rzeczy do poprawki. Doszłam do wniosku , że po co wydawać kaskę na coś co mam potem przerabiać jak mogę zrobić sama, od początku i taką jaką chcę. Oczywiście naszukałam się tasiemek, koralików, guziczków małych i dużych, w sklepach internetowych i stacjonarnych. Miało to jednak swoje plusy, odkryłam w mojej miejscowości kilka fajnych sklepików pasmanteryjnych i jedną skarbnicę, zwaną przeze mnie " guzikownią" którą ubóstwiam. 

Dwa lata temu zauroczyły mnie ( jak wiele osób w tym czasie ) dodatki w stylu "marine". Królował wtedy granat, popielaty niebieski, biel i czerwień, kotwice, muszelki i rybki i wszystko co kojarzyło się z morzem.

Nie przepadam za czerwienią, bo jakoś mi w niej nie do twarzy dlatego wymyśliłam sobie, że mój "styl marynarski" może się chyba bez niej obyć. A oto jedna z pierwszych broszek, a jako że kocham groszki, nie mogło ich zabraknąć i tu.

 


Ale jeśli styl miał być marynarski i prawdziwy zarazem, bez czerwieni nie mogło się obyć. Powstało kilkanaście różnych wzorów broszek, które bardzo szybko znalazły nowe właścicielki. I tak moje broszki powędrowały do Ostródy, Olsztyna, Gdańska i sama nie wiem gdzie jeszcze.... Niech się dobrze noszą i cieszą oczy ich właścicielek :o)




Dziś  Walentynkowy dzień więc pozwoliłam sobie dodać coś słodkiego jak landrynka



Pozdrawiam

środa, 6 lutego 2013

Czas zacząć, czyli witam wszystkich bardzo serdecznie

Dołączyłam do blogowej gawiedzi i teraz już będę was "zanudzała" ;o) moimi pomysłami. 

A że zamysłem bloga jest prezentacja tego co robię ( szyję , dziergam, kleję, przerabia itp. :o) to jedno co was tu czeka jest pewne-> fotki, fotki, fotki i groszki oraz moi pomocnicy, trzy futrzaki i każdy inny ;o)

ale żeby was nie za nudzić za bardzo, mała zajawka na początek: